| |
|
Ciechocinek |
R E K L A M A
|
Po tygodniu
1 kwietnia 1972 r.
Tydzień minął od tej chwili,
Gdym Was żegnał moi mili,
W nocy tęskno mi za wami,
No bo w dzień czasu nie mamy.
Trafiłem na czas ponury,
Codziennie się kłębią chmury,
Co dzień deszcz ze śniegiem chlapie,
Kiedy się z zabiegów człapie.
Nie wiem chyba cud to Boży,
Że się bardziej nie zachorzy,
Gdy spocony i rozgrzany,
Wracasz z zabiegów rozgrzany.
0 teraz znów do drugiej łaźni,
Tu wysieką jak w kaźni,
Woda pod silnym ciśnieniem,
Prują na ciebie strumieniem.
Raz zimna to znów gorąca
A ten z pompą się wykręcą,
No i siecze jak szalony,
Z przodu z tyłu z każdej strony.
Stoisz w stroju Adamowym,
Jak na sądzie Piłatowym,
Gdy wysieką tak bez miary,
Słaniasz się na nogach stary.
Szczęście że się szybko kończy
Chyba człowiek się wykończył,
Lecz się zbieraj wciągaj gacie,
Nowy zabieg czeka na Cię.
Borowina lepsza nieco,
Chociaż z ciebie poty lecą,
Leżysz sobie w czarnej mazi,
Aż ci coś za skórą łazi.
Kiedy wreszcie cię rozwiną,
Mógłbyś żenić się z murzynką,
Boś cały czarny od błota,
Dopiero z wodą robota.
Pod prysznicem się wymyjesz,
Całe ciało, nogi szyję,
Teraz bracie na łóżeczko,
Okręcą cię jak dziecko.
Kiedy w kocach zaparujesz,
Trochę lepiej się poczujesz,
To masz różne myśli w głowie,
Czy ci to wyjdzie na zdrowie.
Dojdziesz do siebie powoli,
Choć cię w kościach trochę boli,
Teraz znowu się ubieraj
I na salę swą uciekaj,
Byś się nie zaziębił w drodze,
Nie zaszkodził chorej nodze.
Kiedy wejdziesz na poddasze,
Gdzie ci w oknie ćwierka ptaszek,
Serce w piersi ci łomoce,
Poczujesz wszystkie niemoce.
Wszystko w oczach ci kołuje,
Więc na tapczan się ładuję
No bo trochę spocząć trzeba,
Oknem widać kawał nieba,
Ale niebo dziś ponure,
Chmura wciąż popycha chmurę.
Tylko czasem słońce błyśnie,
Ale zaraz deszczem tryśnie,
Chociaż nieraz chętka bierze,
Trza zapomnieć o spacerze.
Już czternasta za piętnaście,
Na stołówkę wszyscy złaźcie,
Stoły już są zastawione,
Kelnereczki postrojone,
Na głowach czyste czapeczki,
A zręczne jak wiewióreczki.
Bardzo grzecznie się odnoszą,
Kiedy talerze odnoszą,
Czy mężatki czy dziewczyny,
Zawsze uśmiechnięte miny.
Gdy obsługa jest życzliwa,
Obiad smaczniej się spożywa,
Czy kolacja, czy śniadanie,
Trzeba chwalić za to Panie
Gdy odpoczniesz po obiedzie,
Nie zapomnisz o swej biedzie,
Trzeba jeszcze na pływanie,
Bo już pluszczą w wodzie panie,
A ja też lubię szalenie,
Pobaraszkować w basenie.
Bo w basenie ciepła woda,
Że aż z niej wychodzić szkoda,
Bardzo słona prawie morska,
Kto da nura mocno parska.
Prędko zleci pół godziny,
Potem znów pływają inni.
Pływa pani i pan łysy,
I nura dają urwisy.
Siostry które dyżur mają,
O pacjentów bardzo dbają,
Temu zastrzyk tu pigułki,
Zwijają się jak jaskółki.
Poroznoszą medykamenty,
Bądź tu mądry panie święty,
Ale sobie radę dają,
Za co niech pochwałę mają.
Każda grzecznie się odnosi,
Gdy kuracjusz o coś prosi,
Wskaże jak zażywać leki,
Nie natrząsa się z kaleki.
Za to wdzięczni im jesteśmy,
I w pamięci to ponieśmy,
Kiedy do domu wrócimy,
W domu o tym opowiemy.
Jak nam w Ciechocinku było,
Jak ten czas przeleciał miło,
Jak lekarze się głowili,
By pacjenci zdrowi byli.
Co dzień z rana każdą salę,
Lekarz z siostrą chodził stale,
Już w progu wesoło wita,
O zdrowie pacjenta pyta.
Jak się spało i.t.d.
Taki to się lekarz zwie,
Gdy się ktoś nie bardzo czuje,
On dokładnie wypytuje:
Co dolega, serce zbada,
Co z tym robić podpowiada,
I jak tu nie nabiorę siły,
Kuracjusz drogi, miły.
Żeby to tak było wszędzie,
Co tu wzdychać wnet nie będzie,
I obsługa wewnątrz bloku,
Co dzień sprząta krok po kroku.
Trzepią chodniki, dywany,
Zawsze blok jest posprzątany.
Pościel zawsze śnieżno biała,
Lśni czystością sala cała.
Cały blok nasz "Pomorzanka",
Zawsze czysty jest jak szklanka,
Z korytarza jednej strony,
Są pokoje pięknej płci,
Żeby nam się nie przykrzyło,
No i im by raźniej było,
W korytarzu się schodzimy,
Często sobie pogwarzymy,
I tak dzień za dniem ucieka,
A w domu rodzinka czeka.
Czy tato o nich pamięta?
Czy wesoło spędzi święta?
Nie martwcie się dzieci drogie,
Dużo lepiej jest mi w nogę,
Już kuracji pół zleciało,
Drugie tyle pozostało.
Niedługo powrócę zdrów,
Za to Haluś pacierz zmów,
Bądźcie zdrowi, duża buźka,
Matuś, Haluś i Danuśka.
I ty Heniu ze swą żoną,
Też czekajcie na mnie pono,
Częściej listy piszcie do mnie,
Bo mi tęskno coś ogromnie.
Tyle może w skrócie małym,
Cały dzionek opisałem.
|
|
|